Porucznik Robert Renke

 

1 3 ULANI

 

MÓJ TATO

 Przed wojną tato był ułanem. Czasami słyszeliśmy o tym, czasami wpadało nam w ręce jakieś zdjęcie, na którym rozpoznawaliśmy twarz ojca wśród innych twarzy.

                            Dziś Tato ma 92 lata, daje sobie radę niezwykle dzielnie i czasami żartujemy sobie z niego, że to przedwojenny dobry materiał i „ułańska fantazja" pozwalają mu utrzymać dobrą formę. W wojennej i powojennej zawierusze nasz „Staruszek" stracił kontakt ze swoimi kolegami – żołnierzami. Dopiero dwa lata temu dowiedział się, że co roku w sierpniu, w Poznaniu odbywają się spotkania Ułanów z Pułku, w którym służył lata temu. Atmosfera lat powojennych i troska o powiększającą się rodzinę nie służyła poszukiwaniom kolegów wojskowych. Sporo faktów było przemilczanych, o innych mówiło się również niezbyt chętnie i niezbyt często. Dlatego nie wszystko, co dotyczy Taty jest mi znajome. Myślę więc, że lepiej będzie jak przytoczę Jego wspomnienia, opisujące po krótce losy jego i bliskich mu osób:

 

                       „Nazywam się Robert Renke. Urodziłem się w 1912 roku w Przeradowie w powiecie pułtuskim. W czasie tym mój ojciec – Józef był nieobecny w domu. Był on kawalerzystą w Carskiej Gwardii. Potem trafił do niewoli niemieckiej, z której powrócił w 1918 roku. Po krótkim pobycie w domu poszedł „na ochotnika" do Legionów Polskich. Wrócił w 1920 roku. Ja w tym czasie przebywałem u dziadka Rychlowskiego (ojca matki) w majątku Radziwiłłów w Zatorach.

Po powrocie z wojska Ojciec zaczął pracować jako leśnik w Bacikach – majątku hrabiego Ciecierskiego. Tam też urodziło się moje rodzeństwo: Janina, Krystyna, Zofia i Edward. W moich wspomnieniach czas ten pojawia się jako najlepsze dni młodzieńcze.

W Siemiatyczach skończyłem Szkołę Powszechną. W latach 1930 – 1933 uczyłem się w Państwowej Szkole Przemysłu Drzewnego w Hajnówce, na wydziale kowalsko - ślusarskim.

 Podczas mojego pobytu w szkole ojciec zmienił pracę i wraz z rodziną przeniósł się do majątku w Kowiesach, niedaleko Siedlec. Pracował tam w charakterze leśnika – ogrodnika.

 Po skończeniu szkoły w Hajnówce, w październiku 1933 roku zostałem powołany do wojska, do 26 pułku Ułanów Wielkopolskich. Po okresie rekruckim na próbę przydzielono mnie do rusznikarni. Od 1 lutego 1934 roku byłem w Szkole Podoficerskiej, a później znów pracowałem w rusznikarni.

 W dniu 1 października 1935 roku zatwierdzono mnie jako „nadterminowego" i wysłano do Warszawy do Szkoły Uzbrojenia Majstrów Wojskowych Rusznikarzy, którą ukończyłem 31 sierpnia 1936 roku. Później zostałem przeniesiony do 78 pułku Piechoty do rusznikarni. W tym czasie pułk stacjonował w Baranowiczach, co miało niemały wpływ na moje późniejsze życie. Poznałem tam piękną dziewczynę. W międzyczasie ukończyłem V kurs majstrów wojskowych rusznikarzy w zakresie działka 37 mm wzór 36. 22 Października zostałem przeniesiony na stanowisko kierownika rusznikarni 26 pułku Ułanów Wielkopolskich. Od marca 1939 roku podczas tzw. próbnej mobilizacji zostaliśmy przetransportowani z Baranowicz pod Prusy Wschodnie i tam rozlokowani po wioskach. Ja jako rusznikarz jeździłem do szwadronów na przegląd broni. W tym czasie rodzice wraz z rodzeństwem przebywali pod Siedlcami.

Po wybuchu wojny przebyłem z pułkiem cały szlak i dopiero 27 września dostałem się wraz z kolegami z taborów do niewoli sowieckiej. Po wielu perypetiach i ucieczce z pociągu dotarłem 4 października do Baranowicz. Mieszkałem razem z plutonowym Bondlem. Mieszkanie – kwatera w mieście zostało obrabowane, a mnie postraszono NKWD. Zamieszkałem w domu rodzinnym swojej narzeczonej – Janiny Baturo. Edward Baturo – ojciec narzeczonej był dyspozytorem na kolei wąskotorowej i tam zatrudnił mnie w narzędziowni. Pracowałem na stanowisku ślusarza - brygadzisty. Po wybuchu wojny z bolszewikami w czerwcu 1940 roku pozostałem w narzędziowni, aż do 1944 roku. W 1943 roku Janeczka i ja pobraliśmy się. W styczniu 1945 urodzi się nasz pierworodny syn – Zenon. W czerwcu 1944 zacząłem pracę w Przedsiębiorstwie Budowniczo – Montażowym Zbiorników Benzynowych dla lotnictwa.

W lipcu 1945 roku wraz z żoną i dzieckiem repatriowałem się do rodziny do Siedlec.

Ja w poszukiwaniu pracy ruszyłem do Warszawy, gdzie już przed wojną zamieszkała moja siostra Janina. Mąż siostry był kuchmistrzem. Zamieszkałem u nich na ulicy Siennej. Później teść pomógł żonie z synkiem przeprowadzić się do Warszawy. Zacząłem pracę w prywatnych Warsztatach Techniczno – Samochodowych. Później zmuszono właściciela do przekształcenia ich na Spółdzielnię. Przepracowałem w niej aż do przejścia na emeryturę, czyli do roku 1977. Początkowo byłem tam brygadzistą, później zastępcą głównego mechanika.

Moi rodzice, siostra Zofia i brat Edward przeprowadzili się na tzw. Ziemie odzyskane – do Świebodzina.

W Warszawie urodziły się następne dzieci: córka Wiesława, syn Krzysztof, (który zmarł mając 8 miesięcy), następnie córka Anna i najmłodsza Agnieszka.

Syn ukończył Technikum Poligraficzne, a po odbyciu służby wojskowej wieczorowe studia na Politechnice Warszawskiej na wydziale Poligrafii. Córka Wiesława skończyła dwuletnie Pomaturalne Studium Architektury w Warszawie, a później studia na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Budownictwa Lądowego.

Córka Anna skończyła Technikum Architektoniczne, a później kilka lat na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Niestety nie dotrwała do końca z powodu dość poważnych zmian w życiu osobistym.

Córka Agnieszka ukończyła studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych na Wydziale Projektowania Tkaniny w Łodzi.

Ja od pewnego czasu opiekuję się chorą żoną i czasami pracuję jako konserwator maszyn w prywatnej firmie Metalizacji Próżniowej"

 I to właściwie (w pewnym skrócie) wszystko. Jeżeli istnieje potrzeba dodania czegokolwiek, lub rozwinięcia któregokolwiek wątku – służę swoją pomocą.

 

  szkola rusznikarska

                                                                                                                                  Agnieszka Renke