ulan2

 

 HISTORIA WOJENNA

26-GO PUŁKU

UŁANÓW WIELKOPOLSKICH

 

 

 OPRACOWAŁ

PORUCZNIK DYPLOMOWANY KAROL RIEDL

 

WARSZAWA 1929

 

Nie przebrzmiały jeszcze echa zwycięskich walk wiosną 1920 roku na Ukrainie i pod Kijowem, gdy zaczęły dochodzić coraz bardziej niepokojące wiadomości z frontu litewsko-białoruskiego. Jak piorun gruchnęła wieść o utracie Mińska, potem tak drogich sercom polskim Wilna i Grodna. Rosja sowiecka po zgnieceniu wrogów wewnętrznych wszystkie swe siły przerzuciła na front polski, z zamiarem jak najszybszego opanowania Warszawy. By powstrzymać pochód czerwonych wojsk sowieckich, niszczących i palących kraj polski, trzeba było przeciwstawić żywy, silny mur wojska polskiego, natchniony miłością ojczyzny i wiarą w zwycięstwo.

W pierwszych dniach lipca 1920 r. Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski powołuje do życia Radę Obrony Państwa i nakazuje formowanie armii i oddziałów ochotniczych. Zew „Do broni!" nie przebrzmiewa daremnie w miastach i wioskach polskich. Liczne zastępy ochotników zgłaszają się do biur zaciągu i przykładem swym porywają innych. Chwyta za broń również i Wielkopolska, dając dowody wysokiego swego patriotyzmu i ofiarności.

ORGANIZACJA PUŁKU W POZNANIU.

W tych pamiętnych dniach ziemiaństwo wielkopolskie postanawia wystawić ochotniczy pułk kawalerii. Po długich naradach w dowództwie okręgu generalnego i w urzędzie województwa poznańskiego rotmistrz Ignacy Mielżyński otrzymuje 13 lipca 1920 r. od Naczelnego Dowództwa zezwolenie na formowanie ochotniczego pułku kawalerii. Miał on tworzyć się początkowo przy szwadronie zapasowym 16-go pułku ułanów w Bydgoszczy, zostaje jednak na prośbę rotmistrza Mielżyńskiego przeniesiony do szwadronu zapasowego 15-go pułku ułanów w Poznaniu. Nowo powstający pułk otrzymuje nazwę „1-szy Ochotniczy Pułk Jazdy Wielkopolskiej Nr 215". Napływ ochotników był najlepszym dowodem zapału, jaki ogarnął zachodnie połacie Polski. Już po upływie dwóch tygodni pułk liczył przeszło 400, pochodzących z kół ziemiańskich, akademickich i rolniczych, ochotników, którzy w większej części przybyli z własnemi końmi i rzędem. Byli to bez wyjątku ludzie nie podlegający obowiązkowi służby wojskowej, którzy bądź to mięli za sobą wojnę światową, jako byli żołnierze armii niemieckiej, bądź też byli w wieku 16-18 lat, zupełnie niewyszkoleni. Brak doświadczenia i wyszkolenia wojskowego wyrównywali zapałem i ambicją. Jak za świetnych czasów rycerstwa służyli w jednym szeregu ojciec z synem, a obywatele ziemscy przybywali do pułku ze służbą dworską i końmi.

Wyszkolenie pułku napotykało na olbrzymie trudności. Brak instruktorów, rozmaity wiek i poziom wyszkolenia ochotników, wreszcie niedostatek w uzbrojeniu stawiały przed organizatorami pułku ciężkie zadania. W wyniku szkolili ochotników podoficerowie byłej armii niemieckiej, nie znający komend ani regulaminu polskiego, radząc sobie jak się dało.

Umundurowanie i ekwipunek pułk otrzymał dość wcześnie; gorzej jednak było z bronią, którą wydano dopiero na kilka dni przed wyruszeniem na front. Do tej chwili pułk musiał zadowalać się 50 karabinkami, pożyczonymi z 15-go pułku ułanów. Lanc pułk nie odebrał, gdyż nie było czasu do nauczenia ochotników władania niemi.

Brak koni z jednej, duża ilość ochotników z drugiej strony zmuszały do stworzenia szwadronów o składzie dwóch plutonów konnych i dwóch plutonów pieszych. Wszystko to dosadnie przedstawia olbrzymie trudności, jakie piętrzyły się przed oficerami pułku. Jeżeli pokonano je i jeśli pułk w 4 tygodnie po rozpoczęciu formowania zdał egzamin żołnierski w obliczu wroga, należy przypisać to niezwykłemu zapałowi i poświęceniu ochotników oraz niezmordowanej pracy i energii dowódcy pułku i jego oficerów.

Obsada pułku przy wyruszeniu na front pomorski była następująca:

Dowódca pułku: rotmistrz Ignacy Mielżyński.

Adiutant: podporucznik Janusz Czarnecki.

1-y szwadron: dowódca szwadronu – porucznik Kazimierz Ciążyński oraz podchorążowie: Tadeusz Frezer, Stefan Kierski i Stanisław Skórzewski.

2-i szwadron: dowódca szwadronu – podporucznik Stanisław Rembowski oraz chorąży Zygmunt Stanikowski.

3-i szwadron: dowódca szwadronu – podporucznik Zygmunt Wolniewicz oraz podchorąży Marceli Czarnecki.

4-y szwadron: dowódca szwadronu – rotmistrz Marjan Drouel oraz podchorąży Stefan Kognowicki.

WALKI NA FRONCIE POMORSKIM.

            Dnia 12 sierpnia 1920 r. nadszedł z dowództwa okręgu generalnego Poznań telefoniczny rozkaz do odmarszu. Wtargnięcie zdążającej do obejścia Warszawy od zachodu 4-ej armii sowieckiej oraz III konnego korpusu na Pomorze i bezpośrednie zagrożenie Grudziądza i Torunia, zmusiły Naczelnego Wodza do zebrania wszystkich sił , będących w jego dyspozycji i przeciwstawienia ich oddziałom nieprzyjaciela, upojonym dotychczasowemi zwycięstwami. To też pułk w cztery tygodnie po rozpoczęciu formowania, niekompletny i prawie niewyszkolony, miał już w kilka dni później stanąć w obliczu wroga. Ogłoszenie rozkazu o wymarszu wywołało w szwadronach olbrzymi zapał i radość, nawet ochotnicy, przybyli dopiero przed kilkoma dniami i nie posiadający żadnego wyszkolenia, zaklinali i błagali swoich dowódców, by wziąć ich na front i nie pozostawiać w kadrze. Pułk wyruszył licząc w swym stanie 878 ludzi i 350 koni w składzie czterech szwadronów i szwadronu karabinów maszynowych, w szwadronach po dwa plutony piesze.

            Dnia 13 sierpnia, po przeglądzie przez dowódcę pułku, pułk odmaszerował na dworzec kolejowy poznański, żegnany w mieście przez ludność. Pierwsze transporty odjechały o godzinie 21 do Torunia. Tam dowódca pułku otrzymał z dowództwa okręgu generalnego Pomorze, które kierowało obroną na swoim terenie, rozkaz wyładowania ułanów na stacji kolejowej Golub i obsadzenia linji rzeki Drwęcy.

WALKI NAD RZEKĄ DRWĘCĄ.

 

            Nad ranem 14 sierpnia pułk przybył do Golubia. Wiadomości otrzymane na miejscu były niepokojące; podjazdy sowieckie miały już znajdować się o 5 kilometrów od stacji. Wyładowano transporty w ciągu 3 godzin i wysłano patrole w kierunku rzeki Drwęcy, pułk zaś wyruszył  ubezpieczonym marszem do nakazanego obszaru, dokąd dotarł w godzinach popołudniowych. Nie napotkawszy nieprzyjaciela, pułk przeszedł koło wsi Owieczkowo na postój ubezpieczony. Pułk, podlegając bezpośrednio dowódcy okręgu generalnego Pomorze, miał za zadanie obronę linji rzeki Drwęcy i utrzymania łączności między Działdowem i Toruniem. By stwierdzić, czy wiadomości o nieprzyjacielu są prawdziwe i nawiązać z nimi styczność, wysłano zaraz po przybyciu do Owieczkowa dwa patrole z 1-go i 2-go szwadronów, pod dowództwem wachmistrza Ganskiego i wachmistrza Brezy, w kierunku Rypina i Brodnicy. Szwadrony, korzystając z wolnego czasu przeprowadziły ćwiczenia w bojowem strzelaniu, gdyż w Poznaniu czasu na to nie było. Każdą chwilę, czy to w postoju, czy też wypoczynku wykorzystywano do dalszych ćwiczeń. Oficerowie pułku bowiem zdawali sobie sprawę z wielkich niedomagań w dziedzinie wyszkolenia. Poza tem na rozkaz dowódcy pułku stworzono komisję rekwizycyjną, która miała dostarczyć pułkowi brakujących koni i wozów.

            Nad ranem 15 sierpnia patrole, wysłane poprzedniego dnia, wróciły, przywożąc cenne wiadomości. Stwierdziły one, że przed dwoma dniami były w Rypinie patrole kozackie, lecz wycofały się. Między Lidzbarkiem i Brodnicą stwierdzono siły około brygady nieprzyjacielskiej piechoty[1]. Stary Zieleń zajęty był przez siły nieprzyjacielskiej piechoty:prócz tego około 1500 ludzi piechoty nieprzyjacielskiej posuwało się wozami z Glinek na Klonowo. Po drodze patrole napotkały rozbitków z grupy operacyjnej pułkownika Habiga z pod Działdowa. Ludność niemiecka nie taiła swej radości i zadowolenia z powodu niepowodzeń Polaków. Brodnica była jeszcze w rękach resztek grupy pułkownika Habiega w sile około 150 ludzi i 2 dział oraz cywilnej straży obywatelskiej.

            W drodze powrotnej piechota nieprzyjacielska ostrzeliwała  patrole w odległości 7 kilometrów od Rypina. Te meldunki wyjaśniły położenie pułku, który dotychczas żadnych bliższych danych o nieprzyjacielu i położeniu ogólnem nie posiadał. Sytuacja nie była pomyślna, gdyż w tej chwili poza 215-ym pułkiem ułanów nie było żadnego zorganizowanego oddziału wojskowego w pobliżu.        

            Dowódca pułku, który dnia poprzedniego wieczorem wyjechał samochodem do Grudziądza, powrócił około południa z rozkazami, na których podstawie wyznaczono go na dowódcę „grupy operacyjnej rotmistrza Mielżyńskiego"; w skład jej prócz 215-go pułku ułanów weszły resztki grupy operacyjnej generała Roji i pułkownika Habiga, oddział wydzielony z kadry 5-go pułku strzelców konnych, 4-a bateria 16-go pułku artylerii polowej, pociąg pancerny „Wilk" oraz różne służby. Dowództwo pułku objął porucznik Ciążyński, dowódca 1-go szwadronu. Wobec stwierdzonego w dniu poprzednim przez własne patrole marszu nieprzyjaciela z kierunku Lidzbarka na Brodnicę, było zadaniem pułku osiągnąć jak najszybciej Brodnicę, by obronić ją przed natarciem nieprzyjacielskiem. Mając oddziały piesze i konne, porucznik Ciążyński zdecydował się na stworzenie dwóch grup: konnej w składzie 1-go szwadronu i konnych plutonów 2-go i 4-go szwadronów oraz pieszej w składzie 3-go szwadronu, pieszych plutonów 2-go i 4-go szwadronu i szwadronu ciężkich karabinów maszynowych pod dowództwem podporucznika Wolniewicza. Grupa konna miała przejść do Rypina i stamtąd przez Michałowo-Jastrzębiec zaatakować lewe skrzydło nieprzyjaciela, aby opóźniając marsz jego na Brodnicę, ułatwić przez to osiągnięcie Brodnicy przez oddział pieszy, który maszerował najkrótszą drogą wprost do Brodnicy w celu jej bezpośredniej obrony.

            Niestety wypadki rozgrywające się na froncie nie zezwoliły na urzeczywistnienie tego planu.

            O godzinie 18, gdy pułk był około 10 km na północny wschód wsi Wrocki, nadszedł meldunek o rozbiciu resztek grupy pułkownika Habiga w Brodnicy i o zajęciu miasta przez nieprzyjaciela o 15 godzinie. Ponieważ wobec popłochu pośród cofających się z Brodnicy oddziałów dowódca grupy obawiał się, że nie utrzymają one Jabłonowa, skierował tam 215-y pułk ułanów, z zadaniem utrzymania tego ważnego węzła do chwili nadejścia zapowiedzianych posiłków z Inowrocławia. Późną nocą pułk osiągnął Jabłonowo i mijając miasteczko stanął w pobliżu zamku, opuszczonego przez właściciela. Przybycie pułku forsownym marszem na czas do Jabłonowa dało cofającym się w tym kierunku oddziałom, rozbitym pod Brodnicą moralne i faktyczne oparcie. Umożliwiło to dowódcy grupy zorganizowanie obrony na tym odcinku. Wobec nowego położenia dowódca grupy postanowił zatrzymać w Jabłonowie tylko 2-i szwadron i szwadron karabinów maszynowych jako jądro obrony, do której też wchodziły rozbitki grupy pułkownika Habiga, resztę pułku zaś skierował do Gołubia dla utrzymania łączności z Toruniem i osłony linii kolejowej Jabłonowo – Toruń. Nad ranem 16-go sierpnia, po trzygodzinnym zaledwie wypoczynku 215-y pułk ułanów z powrotem do Gołubia, opuszczonego zaledwie przed dwoma dniami. W ten sposób wykonał w ciągu 24 godzin 90 kilometrów marszu, co, biorąc pod uwagę brak wprawy ułanów i koni w tym względzie, było nader wielkim wysiłkiem.

            Pozostałe w Jabłonowie szwadrony miały trudne zadanie. Musiano zbierać po ulicach miasta i wioskach okolicznych luźne grupy pojedyńczych żołnierzy zupełnie zdemoralizowanych i organizować w nowe związki. W ciągu dnia nadjechały transportami 359-y i 362-i pułki piechoty, 214-y pułk artylerii polowej i 1-y szwadron 218-go pułku ułanów. W nocy przyjechał pułkownik Aleksandrowicz, wyznaczony na dowódcę „grupy jabłonowskiej". Rotmistrz Mielżyński, dotychczasowy dowódca grupy powołany został na stanowisko szefa sztabu. W międzyczasie nadchodziły wiadomości o nieprzyjacielu, który po zajęciu Brodnicy ścigał grupę pułkownika Habiga. Piechota nieprzyjacielska dotarła już do Czekanowa, oddalonego o 15 kilometrów od Brodnicy w kierunku Jabłonowa.

            W tem położeniu dowódca grupy, pułkownik Aleksandrowicz  postanawia zdobyć za wszelką cenę Brodnicę i odrzucić wroga za rzekę Drwęcę. W tym celu przeznacza dzień 17 sierpnia na przegrupowanie wojsk i rozpoznanie nieprzyjaciela. Nazajutrz, 18 sierpnia ma nastąpić natarcie. W ciągu dnia 17 sierpnia szwadron karabinów maszynowych, pozostawiony w Jabłonowie, dołączył do pułku w obszarze Gołubia. Wysłano podjazdy i patrole rozpoznawcze w kierunku rzeki Drwęcy i Brodnicy. Wśród nich wyróżnił się podjazd Marcelego Czarneckiego w sile 1 plutonu 3-go szwadronu, który wysłany z Gołubia na Brodnicę z zadaniem rozpoznania stanowisk nieprzyjacielskich, przedarł się przez linję sowieckich placówek i wyjaśnił rozmieszczenie jego odwodów. Tegoż dnia zginął na jednym z patrolów śmiercią bohaterską najmłodszy ułan pułku, 16-letni Zbigniew Szlagowski. Zgłosił się on jako ochotnik do patrolu i chcąc w zaroślach nad rzeką Drwęca bliżej zbadać położenie nieprzyjaciela, zsiadł z konia i wyczołgał się z zarośli. Mimo zasypania go gradem kul i ciężkiej rany, powrócił dopiero po ukończeniu zwiadu i umarł na rękach kolegów, szepcząc: „Tak miło umierać dla Ojczyzny".

            Losy zrządziły jednak, ze wysiłki i ofiary, poniesione w przeddzień boju, nie były daremne. Dokładne wiadomości o wrogu pozwoliły dowódcy grupy, pułkownikowi Aleksandrowiczowi, na decyzję, która miała w całości doprowadzić do zwycięstwa.

ZDOBYCIE BRODNICY.

            O świcie dnia 18 sierpnia rozpoczęło się natarcie na nieprzyjaciela, zajmującego stanowiska pod Czekanowem i pod Lipnicą. Natarcie główne w składzie 359-go i 362-go pułków piechoty, 2-go szwadronu 215-go pułku ułanów i artylerji posuwało się po osi Jabłonowo-Brodnica: natarcie pomocnicze zaś prowadził 215-y pułk ułanów, uderzając z Gołubia przez Lipnicę na Brodnicę. Natarcie główne napotkało w pierwszej chwili na północ od Czekanowa na silny opór nieprzyjaciela. Wywiązała się zacięta walka, w czasie której pozycje nieprzyjacielskie przechodziły kilkakrotnie z rąk do rąk. Straty po obu stronach były znaczne. Zginął tam śmiercią bohaterską dowódca 2-go szwadronu, podporucznik Stanisław Rembowski podczas ataku pieszego na czele swojego szwadronu. Po zażartej walce zdobyto wspólnemi siłami o godzinie 11 Czekanowo, a nieprzyjaciel wycofał się. W międzyczasie nieprzyjacielska piechota pod naciskiem 215-go pułku ułanów opuściła swe stanowiska pod Lipnicą i wycofała się w kierunku Brodnicy do obszaru wsi Mszano, gdzie się okopała. Wracający z podjazdem podchorąży Czarnecki, wysłany poprzedniego dnia z Gołubia na Brodnicę wpadł na tyły tego oddziału i widząc niebezpieczeństwo grożące pułkowi wysłał dokładny meldunek, sam zaś z plutonem zaszarżował nieprzyjaciela, który po niezdecydowanym oporze rozpierzchł się, pozostawiając w rękach podjazdu 2 karabiny maszynowe i 8 jeńców.

            Nieprzyjaciel, widząc Brodnicę zagrożoną od strony Jabłonowa i toru kolejowego Gołub-Brodnica, usiłował uporczywemi przeciwnatarciami powstrzymać napór naszych oddziałów, starając się jednocześnie obejść nasze skrzydła i odciąć natarcie główne od odwodów, pozostałych w obszarze Jabłonowa. Na prawem skrzydle zauważono ruch jednego nieprzyjacielskiego batalionu piechoty z Brodnicy, w kierunku południowo-zachodnim, lewym brzegiem Drwęcy. By zabezpieczyć się przed możliwem oskrzydleniem z tej strony, przeszedł na rozkaz dowódcy pułku, porucznika Ciążyńskiego, 1-szy szwadron z plutonem karabinów maszynowych na lewy brzeg Drwęcy i uniemożliwił ogniem dalsze posuwanie się bataljonu nieprzyjacielskiego. W walce tej wyróżnił się wachmistrz Klimacki z 1-go szwadrony, który pomimo ciężkiej rany wytrwał ze swym plutonem, odpierając uderzenie nieprzyjacielskie. Dalsze natarcie pułku na wieś Mszano i wieś Szabda odrzuciło go od Brodnicy. Odznaczył się tu starszy ułan Konwiński z 3-go szwadronu, który z wachmistrzem Janikowskim z tegoż szwadronu dopadł dwa nieprzyjacielskie karabiny maszynowe i po unieszkodliwieniu obsługi skierował ogień ze zdobytych „maszynek" na zbliżające się przeciwnatarcie nieprzyjaciela. Powodzenie pułku należy w znacznym stopniu przypisać doskonałemu działaniu szwadronu karabinów maszynowych, na którego barkach z braku artykerji spoczywał cały ciężar walki ogniowej. To też zasługują tu na wyróżnienie wytrwałość i poświęcenie dowódcy szwadronu, chorążego George'a i dowódcy 11 plutonu wachmistrza  Falkowskiego, który w największym ogniu, przebiegając od jednego karabinu maszynowego do drugiego, usuwali zacięcia i kierowali ogniem niewyszkolonych dostatecznie ułanów. Na przeciwległym skrzydle zamiar wroga obejścia lewego skrzydła pułku udaremnił 2-i szwadron, który przerzucony na zewnętrzne skrzydło  natarcia głównego miał uderzyć na Brodnicę od północy. Zaszarżował grupę obchodzącą nieprzyjaciela i odrzucił ją.

            Nieprzyjaciel, widząc wszystkie swe wysiłki udaremnione, rozpoczął w godzinach popołudniowych odwrót w dwóch kierunkach: na Lidzbark i na Nowe Miasto. Na kolumnę nieprzyjacielską, cofającą się w tym ostatnim kierunku wpadł 2-i szwadron 215-go pułku ułanów, szerząc wśród wroga popłoch i zniszczenie. Szwadron ten zdobył wówczas 3 sowieckie sztandary pułkowe. Późnym wieczorem wycofały się ostatnie oddziały nieprzyjacielskie z Brodnicy na Lidzbark, polskie zaś wojska wkroczyły do miasta. Straty pułku były stosunkowo nieduże: 11 zabitych, w tem jeden oficer i 59 rannych okupiło chrzest i dobre imię bojowe pułku. Zdobycz była wielka, 3 sztandary, 21 karabinów maszynowych, dużo jaszczy, wozów i kilkuset jeńców wpadło w ręce pułku. Zdobycz ta zapewne byłaby kilkakrotnie większa, gdyby nie zaniechany pościg za umykającym w kierunku granicy niemieckiej wrogiem. Jedynie 2-i szwadron ścigał krótki czas nieprzyjaciela w kierunku Lidzbarku i musiał, nie mając dostatecznych sił, zaniechać dalszego pościgu. Brak odwodów konnych oraz wyczerpanie zupełne oddziałów marszami kilkudniowemi i całodzienną walką ułatwiły nieprzyjacielowi zerwanie styczności i odwrót.

OSWOBODZENIE POMORZA.

            Dopiero 19 sierpnia pułk rozpoczął pościg za nieprzyjacielem i usiłował odciąć go od niemieckiej granicy. 20 sierpnia zajął Nowe Miasto i Lubawę, wyłapując po drodze sporo jeńców i rozbitków sowieckich; znaczna część jednak zdążyła przekroczyć już granicę niemiecką.

            Na tem zakończono działanie, mające na celu wyparcie nieprzyjaciela z Pomorza. Za swą dzielną postawę otrzymał pułk od dowódcy okręgu generalnego Pomorze pochwałę następującej treści[2]):

UZNANIE I POCHWAŁA.

Dnia 18 sierpnia 1920 roku oddziały grupy pułkownika Aleksandrowicza rozwinęły atak na Brodnicę zajętą przez poważne siły nieprzyjacielskie. Dzięki bohaterskiej walce naszych żołnierzy, prowadzonych osobiście przez dzielnego pułkownika Aleksandrowicza, który szedł zawsze naprzód przed szturmującymi oddziałami, Brodnica została przez nas opanowana, rozbity zaś nieprzyjaciel poniósł wielką klęskę.

W imieniu służby wyrażam pułkownikowi Aleksandrowiczowi, szefowi jego sztabu, rotmistrzowi Mielży ńskiemu, dowódcom poszczególnych oddziałów, którzy zgodnem współdziałaniem przyczynili sio do zwycięstwa, oraz wszystkim oficerom i żołnierzom grupy pułkownika Aleksandrowicza, w szczególności zaś 215-u pułkowi ułanów moje, w imieniu służby, uznanie oraz serdeczne podziękowanie za akcję tak świetnie przeprowadzoną ku chwale polskiego oręża i żołnierza, który ojczystej ziemi broni będzie do ostatniej kropli krwi.

(—) Simon, Generał-porucznik i D-ca O. Gen.

Rozkazem armji zachodniej generała porucznika Raszewskiego wszystkie wojska na Pomorzu zostały podzielone na trzy części : „dywizja Poznań I", „grupa pułkownika Aleksandrowicza" i „rezerwa Dowództwa Okręgu Generalnego Pomorze".

215-y pułk ułanów wszedł w skład „dywizji Poznań I" którą dowodził pułkownik Załęski. Czasowo został przydzielony do grupy pułkownika Aleksandrowicza kombinowany szwadron konny z zadaniem nawiązania łączności z 5-ą armją generała Sikorskiego i odszedł do rejonu Działdowa. Reszta zaś pułku pozostała w Lidzbarku, gdzie pułk otrzymał 100 koni z rzędami z zapasu koni w Poznaniu. 24 sierpnia pułk przeszedł do Żuromina w celu oczyszczenia okolicznych lasów od rozbitków sowieckich. Po ukończeniu tego zadania zajęto się uporządkowaniem broni i ekwipunku, a przedewszystkiem poprawieniem stanu koni które mocno ucierpiały. 6 września pułk załadowany w Lidzbarku, odjechał wieczorem do Poznania. Następnego dnia, 7 września, zgotowano pułkowi owacyjne przyjęcie na ulicach miasta i zarzucono ułanów kwiatami. Wieści o zwycięskich walkach pod Brodnicą i 3 zdobyte sztandary  rosyjskie, na czele pułku wiezione, niemało przyczyniły się do tego.

 

REORGANIZACJA PUŁKU PO POWROCIE Z FRONTU POMORSKIEGO.

                Pułk zakwaterowano w Poznaniu w koszarach 15-go pułku ułanów. Tu przystąpiono zaraz do uzupełnienia braków w ludziach, koniach i materjale, i wyzyskano krótki czas, będący do dyspozycji, dla szkolenia. Uzupełnienie w ludziach pułk otrzymał z 15-go i 17-go pułków ułanów, konie zaś i materjał brakujący — z dowództwa okręgu generalnego Poznań. Wyekwipowano i uzbrojono pułk do pełnego etatu wojennego. Poza tem przybyło do pułku kilkunastu oficerów, przeważnie z 17-go pułku ułanów. W związku z powyższem zaszły zmiany w obsadzie oficerów i gdy pułk wyruszał na front wschodni, była ona następująca :

dowódca pułku: major Ignacy Mielżyński,

adjutant— podporucznik Józef Wichliński:

1-y       szwadron: dowódca szwadronu, porucznik Kazimierz Ciążyński, podporucznik Zieliński, chorąży Jan Kayzer, podchorążowie: Tadeusz Frezer, Stefan Kierski, Stanisław Skórzewski.

2-i        szwadron: dowódca szwadronu, podporucznik Raczyński, chorąży Zygmunt Stanikowski.

3-i        szwadron: dowódca szwadronu, rotmistrz Stanisław Długaszewski. podporucznik Stanisław Geppert, podchorąży Marceli Czarnecki.

4-y       szwadron : dowódca szwadronu rotmistrz Marjan Drouer, podporucznik Henryk Rzewuski i podcharąży Stefan Kognowicki.

Szwadron karabinów maszynowych: dowódca szwadronu, chorąży Michał    George.

Lekarz pułku- porucznik- lekarz Dr. Spychalski.

Lekarz weterynarji- kapitan- lekarz weterynarii Mendyk.

Oficer gospodarczy- podporucznik Wężyk.

Oficer prowiantowy- podporucznik Sikuciński.

Kapelan pułku- ksiądz Rosochowicz.

Szwadron zapasowy: dowódca- podporucznik Zygmunt Wolniewicz.

Stan pułku odjeżdżającego w pole wynosił 14 oficerów, 141 podoficerów, 636 szeregowców i 748 koni.

Chwała bojowa, jaką pułk okrył się pod Brodnicą, znalazła swój oddźwięk w żywiołowym odruchu społeczeństwa poznańskiego, które zawiązało komitet honorowy dla ufundowaniu pułkowi sztandaru. Już 14 września 1920 roku złożyły p. Drwęcka, żona prezydenta miasta Poznania i p. Mielżyńska, żona dowódcy pułku, w imieniu komitetu Pań Poznania ufundowany piękny sztandar z zaszytemi relikwjami świętej Teresy z obrazem Maiki Boskiej z jednej i Białym Orłem z drugiej strony. Ten znak bojowy wręczył pułkowi dowódca okręgu, generał- porucznik Raszewski, po uroczystej mszy polowej na błoniach Grunwaldskich.

Niedługo jednak trwały przyjemne dni w Poznaniu. Po krótkim bowiem wypoczynku i dokonaniu uzupełnienia pułk zgłosił pogotowie marszowe i wyjechał transportami kolejowemi 24 września 1920 roku na front wschodni.

WALKI NA BIAŁORUSI.

Przez Kalisz- Warszawę- Czeremchę skierowano pułk do stacji kolejowej Świsłocz i Andrzejewicze, gdzie wyładowano go dnia 27 września. Stąd wyruszył przez Wołkowysk do Krzemienicy i stanął tam na nocleg. W tym czasie na Litwie i Białorusi wrzał boj, albowiem Naczelny Wódz zaatakował zebrane nad Niemnem i Swisłoczą armje sowieckie, dążąc do ostatecznego ich zniszczenia. Była to bitwa rozsrrzygająca o losach wojny- t. zw. „bitwa o pokój".

Pułk 215-y ułanów wszedł w skład grupy operacyjnej generała Junga, do której należała 15-a dywizja piechoty i kilka innych oddziałów. Wojska sowieckie po nieudanym boju o Wołkowysk cofały się w kierunku wschodnim, niszcząc, paląc i rabując po drodze. Styczność z nimi była utracona. Zadaniem grupy operacyjnej generała Junga było ścigać i rozbić wroga. Jeszcze w dniu 27 września dowódca pułku, major Mielżyński. otrzymał od Naczelnego Wodza Marszałka Józefa Piłsudskiego, którego pociąg zajechał przed wyładowaniem pułku na stację Andrzejewicze, rozkaz  wraz z 18-ym pułkiem ułanów obejścia nieprzyjaciela od południa, nie zwracając uwagi na łączność z sąsiadami, dalej przejścia przez Szczarę i opanowania Baranowicz, celem odcięcia Rosjan i uniemożliwienia im dalszego wywożenia materjału przez Baranowicze do Mińska. W wykonaniu tego rozkazu pułk osiągnął 28 września Buksztowo.

 

 

DZIAŁANIE NA MIR I POTYCZKA POD CYRYNEM.

W międzyczasie 18-y pułk ułanów otrzymał inne zadanie i odszedł do dyspozycji dowódcy 4-ej armji w Słonimie, wobec czego również i 215-u pułkowi zmieniono zadanie.

Podporządkowano dowódcy pułku jeden bataljon 62-go pułku piechoty i 5-ą baterję 15- go pułku artylerji polowej, z zadaniem jak najszybszego opanowania Miru, celem odcięcia rozbitego już nad Niemnem nieprzyjaciela, cofającego się z obszaru Nowojelnia-Nowogródek. Marsze były bardzo uciążliwe, nie tylko ze względu na ich forsowność, lecz też ze względu na piaszczysty teren i zniszczone mosty. Zabagnione brzegi rzek Rosi, Zelwianki i Szczary, stawiały poważne przeszkody. Skutkiem tego tabor pułkowy odrazu pierwszego dnia pozostał daleko za pułkiem i w związku z tem dołączono go do taboru 15-ej dywizji piechoty. Do pułku powróciły tabory dopiero po zawieszeniu broni.

Dnia 29 września, maszerując przez Piasek, osiągnięto Kuryłowicze. Nazajutrz 30 września rano wyruszono w kierunku Iwieś. Po kilkugodzinnym marszu pułk dotarł do rzeki Szczary pod wsią Wielką Wolą. Most był doszczętnie spalony i trzeba było przeprawiać sic przez bardzo głęboki bród. Przed rozpoczęciem przeprawy przemówił major Mielżyński do zebranego pułku i określając zadanie, które otrzymali ułani, wezwał wszystkich do jak największych poświęceń i karności. Przeprawa była bardzo ciężka; taczanki, kuchnie i wozy bagażowe trzeba było linami i łańcuchami przez bród przeciągać, a konie musiały w dwóch miejscach płynąć. Po przejściu rzeki wysłano na północ i południe patrole dla nawiązania łączności z 2-ą i 14-ą dywizjami piechoty. Pułk maszerował marszem ubezpieczonym wśród nieustających utarczek straży przedniej przez Rudę Jaworską do Miedwinowicz, które osiągnął w godzinach południowych. Opór nieprzyjaciela na wschodnim brzegu Szczary stale wzrastał i zmuszał do ciągłego rozwijania się czołowych szwadronów. Ponieważ miejscowi Polacy donieśli o ładowaniu nieprzyjacielskich transportów na stacji kolejowej Nowojelni, dowódca pułku skierował 1-y szwadron i szwadron karabinów maszynowych, pod dowództwem porucznika Ciążyńskiego, do Nowojelni, celem przeszkodzenia nieprzyjacielowi w wywiezieniu transportów. Pułk zaś osiągnął wieczorem tegoż dnia Iwieś, gdzie stanął na nocleg. W ciągu dnia wzięto kilkudziesięciu jeńców i 1 samochód.

W nocy nadszedł z dowództwa grupy rozkaz[3]) pozostawienia, ze względu na powolne posuwanie się, piechoty i artylerji w Iwiesiu i wykonania dalszego zagonu na Mir. Wyciąg z rozkazu tego brzmi:

..Grupa podpułkownika. Mielżyńskiego: 1) pozostawia baon i baterję w rejonie Ogrodniki- Iwieś pod rozkazy dowództwa XXX brygady piechoty. Zadanie tego baonu, nawiązanie łączności z 21 D. P. w .Nowojelni. 2) reszta sił przeprowadza raid kawaleryjski dla odcięcia nieprzyjacielowi odwrotu z rejonu Ogrodniki- lasami na południe jeziora Świteź- na południe od Cyryna w kierunku na Mir, gdzie została skierowana również kawalerja 4-ej armji".

Mimo dużego przemęczenia ludzi i koni, spowodowanego forsownemi marszami, pułk ruszył 1 października o świcie w kierunku Cyryna. Podczas popasu obiadowego pod wsią Soleniki wysłano patrol rozpoznawczy pod dowództwem wachmistrza Riczki do Worończy, gdzie według zeznań miejscowej ludności miała znajdować się nieprzyjacielska piechota. Wobec wycofania się nieprzyjaciela z Worończy na Cyryn, wachmistrz Riczka zwrócił się w tym kierunku i dotarłszy do rzeki Serwecz, rozpoczął zwiad brodów. Tu spotkał się z dowódcą pułku. który z powodu przemęczenia ułanów wybrał 40 ochotników na najlepszych koniach i sam przybył samochodem celem jak najszybszego opanowania wschodniego brzegu rzeki. W czasie przeprawy przez bród został oddział ostrzelany ogniem karabinowym ze wsi Cyryn; nie przeczuwając zasadzki, wachmistrz Riczka zwrócił się z patrolem ku północnemu wylotowi wsi, podczas gdy dowódca pułku z ochotnikami wszedł do wsi i obsadził wschodni skraj. Teraz dopiero rozpoczęli Rosjanie, którzy zajmowali w sile 1 bataljonu z artylerją dawne okopy rosyjskie, gwałtowny ogień artylerji i karabinów maszynowych, usiłując obejść wieś od południa i obsadzić bród przez rzekę. Widząc to, major Mielżyński na czele ochotników zaszarżował nieprzyjaciela broniącego brodu, przebił się na zachodni brzeg rzeki i ze stratą jednego tylko konia połączył się z pułkiem, który na odgłos strzałów pospiesznym marszem dochodził już do rzeki od zachodu. Czynem tym uratował dowódca pułku garstkę ochotników przed niechybną niewolą. Wachmistrz Riczka, korzystając z odwrócenia uwagi nieprzyjaciela na szarzę dowódcy pułku, przebił się również, uprowadzając z sobą 5 jeńców. W walce tej odznaczyli się szczególnie kapral Miara, starszy ułan Karnerduła i ułan Jakubowski z 4-go szwadronu.

Wobec zapadnięcia zmroku i widocznej przewagi nieprzyjaciela nie rozpoczynano już walki o przeprawę. Pułk początkowo zajął okopy niemieckie, później zaś na skutek silnego ognia nieprzyjacielskiej artylerji wycofał się do wsi Rowiny.

Następnego dnia, nie mogąc z powodu braku artylerji natrzeć czołowo, pułk przeprawił się przez Serwecz pod Krasną i uderzył na skrzydło nieprzyjaciela w okopach rosyjskich. Przeciwnik wycofał sic w kierunku wschodnim na Mir. Pierwszy dopadł okapów nieprzyjacielskich podporucznik Rzewuski na czele plutonu 4-go szwadronu, biorąc jeden karabin maszynowy i licznych jeńców

Nieprzyjaciel cofał się, pozostawiwszy kilka słabszych oddziałów osłaniających, które utrudniały pułkowi pościg. Poważniejszy opór stawili Rosjanie na zachód od Miru, gdzie okopała się piechota nieprzyjacielska. Około 10 godziny, idący w straży przedniej, 2- gi szwadron nawiązał z nią łączność. Na rozkaz dowódcy pułku 3- i i 4-y szwadrony obeszły północne i południowe skrzydła nieprzyjacielskie i zbieżnem natarciem w szyku pieszym zmusiły wroga do odwrotu. Odznaczył się tu dowódca 3-go szwadronu, rotmistrz Długaszewski, który na czele swego szwadronu dzielnie wyparł przeważającego wroga z zajmowanych stanowisk. Oddziały sowieckie wycofały się przez Mir na Stołpce. Mir zaś zajęty został o godzinie 13 przez pułk. W walce tej wzięto zgórą 100 jeńców, samochód, 2 jaszcze, kilka kuchen polowych, wozów oraz sporo broni ręcznej i amunicji.

Pułk pozostał w obszarze Mira, by czekać na przybycie 15-ej dywizji piechoty. Wysłano więc patrole rozpoznawcze za cofającym się nieprzyjacielem w kierunku Niemna, pułk zaś za kwaterował w miasteczku i okolicznych wsiach, dając nareszcie tak potrzebny koniom wy poczynek.

Podjazd porucznika Ciążyńshiego.— Dnia 4 października dołączył w Mirze do pułku podjazd porucznika Ciążyńskiego w- składzie 1-go szwadronu i szwadronu karabinów maszynowych, wysłany 30 września z Miedwinowicz do Nowojelni. 30 września zajął on po uciążliwej przeprawie przez rzekę Mołczadź Nowojelnię, skąd spłoszył nieprzyjacielską piechotę i tam zanocował. Następnego dnia o świcie podjazd wyruszył w kierunku Miratycz. Pod wsią Wałówką został ostrzelany silnym ogniem karabinów maszynowych i powtarzalnych. Po spieszeniu się porucznik Ciążyński natarł z dwóch stron na wieś i zdobył ją w walce wręcz, biorąc kilkudziesięciu jeńców i kuchnię polową. Wysłany w pościg pluton 1-go szwadronu, pod dowództwem wachmistrza Gańskiego, wpadł między cofającą sic piechotę nieprzyjacielską i wziął przeszło 100 jeńców i kilkanaście koni z rzędem. Reszta nieprzyjaciela pierzchnęła w kierunku Rajców. W ciągłej styczności z nie przyjacielem podjazd prowadził dalej swój ruch i po wyparciu wroga ze wsi Szczonowo dotarł do Kajszówki. Stamtąd ostrzelał ogniem karabinów maszynowych uciekające w stronę Ostaszyna oddziały i tabory sowieckie, gdyż ze względu na przemęczenie koni ścigać ich nie mógł. Tego dnia podjazd wykonał około 80 kilometrów marszu (w linji powietrznej) wśród ciągych walk i utarczek z nieprzyjacielem. Po przenocowaniu w Szczonowie porucznik Ciążyński usiłował 2 października rano przeprawie się pod Ostaszynem przez Serwecz. Silny opór nieprzyjaciela. który wyrządził podjazdowi dość znaczne straty w ludziach i koniach, zmusił porucznika Ciążyńskiego do zaniechania swego zamiaru. Wobec tego podjazd przeprawił się przez rzekę Serwecz bardziej na południe i maszerując przez Dołmatowszczyznę, połączył się w Mirze z pułkiem.

Podjazd podchorążego Kognowiekiego. — Na wzmiankę zasługuje również podjazd 4-go szwadronu, przeprowadzony pod dowództwem podchorążego Kognowickiego. Wysłany 30 września z Miedwinowicz dla osłony lewego skrzydła pułku, napotkał pod Jurewiczami kompanję nieprzyjacielską, palącą właśnie most przez rzekę Podjaworkę. Spieszył więc swój pluton i po wykonaniu napadu ogniowego, natarł na nieprzyjaciela, zmuszając go do ucieczki i ratując most. W dalszym swym marszu wpadł w nocy z 30 września na 1 października w zasadzkę nieprzyjacielską, z której wyratował go oddział piechoty 15-ej dywizji.  października po krótkiej walce z nieprzyjacielską strażą tylną, podjazd zajął Zdięciół i stąd pomaszerował przez Nowojelnię- Miratycze do Miru, gdzie stanął w dniu 3 października.

WALKI NAD NIEMNEM I DZIAŁANIE NA MIŃSK.

Po nadejściu oddziałów 15-ej dywizji piechoty do Miru, pułk objął osłonę linji rzeki Niemen na odcinku Borek Żukowy- Ławryszewo. Nieprzyjaciel zachowywał się dość biernie i ustępował wszędzie, gdzie go zaatakowano. 9 października otrzymał pułk rozkaz przejścia do obszaru Naliboki- Prudy i utrzymania tam łączności z XXX brygadą piechoty, która miała przejść do obszaru Rubieżewicz i wysunąć jeden batalion do Kojdanowa. W tym celu przydzielono pułkowi I bataljon 59-go pułku piechoty i baterję 15-go pułku artylerji polowej. Tymże rozkazem wydzielono na dłuższy czas 3-i szwadron pod dowództwem rotmistrza Długaszewskiego, do XXX brygady piechoty. Ponieważ rozkaz ten nadszedł późnym wieczorem, dowódca pułku postanowił ściągnąć rozrzucone szwadrony i przejść Niemen dopiero o świcie. W nocy jednak nadszedł odmienny rozkaz, w myśl którego pułk (bez 3-go szwadronu) miał był złączony z XXIX brygadą piechoty, jako grupa pułkownika Wrzalińskiego, z zadaniem opanowania 11 października Iwieńca, 12 zaś Rakowa, oraz przeprowadzenie zwiadów rozpoznawczych w kierunku Mińska i Zasławia. Rozkaz operacyjny dowódcy 15-ej dywizji piechoty [4])informując, że nieprzyjaciel gromadzi się w obszarze Mińska, oraz, że na skutek mającego za kilka dni nastąpić rozejmu, wojska polskie zatrzymają się na linji. osiągniętej w chwili rozejmu zapowiadał energiczny ruch naprzód.

Decydujące zadanie miała wykonać grupa „Mir" (1-a dywizja legjonów oraz 2-a i 4-a brygady jazdy), zdążająca do przecięcia kolei Mińsk- Molodeczno, zaś grupa pułkownika Wrzalińskiego miała przykryć prawe skrzydło grupy „Mir", wysuwając się w dniu 11 października do obszaru Iwieniec- Prowinki, w dniu zaś następnym osiągnąć linję: Lipowina- Krestowszczyzna- Raków.

W wykonaniu tego rozkazu pułk przeszedł 10 października o świcie Niemen i po bardzo forsownym marszu, w ciągłej styczności z uchodzącym nieprzyjacielem, po bezdrożach puszczy Nalibockiej, zajął jeszcze tego dnia Iwieniec, zaś 1-ym szwadronem Raków, robiąc przeszło 100 kilometrów marszu. Przydzielony bataljon i baterja pozostały już w pierwszych godzinach marszu daleko w tyle. Kto zna puszczę Nalibocką, wie, z jakie mi trudnościami połączone jest przejście jej w październiku, po rozmokłych drożynach leśnych, przy ciągłym oporze nieprzyjacielskich straży tylnych, gdzie o zboczeniu z osi marszu mowy być nic mogło. Trzeba było nadludzkich wysiłków ułanów, by przestrzeń tą w tak krótkim czasie przebyć. To też przejście przez puszczę Nalibocką w październiku 1920 roku pozostanie jedną z najpiękniejszych kart chwały młodego pułku.

Z Iwieńca pułk wysłał podjazdy rozpoznawcze na Zasław i Nowy Dwór, sam zaś pozostał przez dwa dni do nadejścia XXIX brygady piechoty.

Dnia 15 października pułk otrzymał rozkaz opanowania Zasławia, gdzie według meldunków własnego podjazdu znajdowała się nieprzyjacielska brygada piechoty. Tegoż dnia po krwawem starciu z nieprzyjacielskim pułkiem piechoty w Wołmie i odrzuceniu go w kierunku Mińska 215-y pułk ułanów zajął Zasław. tracąc jednak łączność z XXIX brygadą i 15-ą dywizją. Dopiero wieczorem 14 października udało się patrolowi 2-go szwadronu, pod dowództwem kaprala Chudego, nawiązać łączność z dowództwem 15-ej dywizji, której oddziały zostały daleko wtyle. Patrol ten przywiózł również rozkaz generała Junga, by dążyć do opanowania przez zaskoczenie Mińska, na który też miała 16 października natrzeć 14-a dywizja piechoty.

W ciągu 15 października pułk podsunął sic do Ratomki i wysłał rozpoznanie w kierunku Mińska.

Jeden z patrolów pod dowództwem plutonowego Konieczki z 1-go szwadronu napotkał w lasach na północny zachód od Mińska kompanję sowieckich strzelców syberyjskich i w walce z nią wziął 6 jeńców i 1 karabin maszynowy, oraz przywiózł cenne meldunki co do stanowisk nieprzyjacielskich. Dowódca pułku, przewidując silny opór nieprzyjacielski od zachodu, postanowił w tym kierunku związać nieprzyjaciela, do Mińska zaś wtargnąć od północy, skąd zapewne nieprzyjaciel niebezpieczeństwa nie przeczuwał. Plan ten wy konano. Szwadron 2-i, wysłany dla obejścia nic przyjaciela od północnego wschodu, wdarł się 16 października o godzinie 7 do Mińska. W tym czasie 14-a dywizja piechoty atakowała Mińsk od zachodu i również wtargnęła po kilkugodzinnej walce do miasta. 2-i szwadron wpadł na tyły uciekających Rosjan, szerząc, jak i pod Brodnicą, nieopisany popłoch.

Niestety wiadomość o zawarciu zawieszenia broni uniemożliwiła pościg i wykorzystanie powodzenia. Zasmuceni i z ciężkiem sercem, żegnani ze łzami i rozpaczą przez polską ludność, opuszczali dzielni ułani 2-go szwadronu Mińsk. Po połączeniu się z pułkiem w Ratomce ułani przeszli za tymczasową linję demarkacyjną do Bodun.

 

ZAWIESZENIE BRONI I SŁUŻBA KORDONOWA.

Dnia 18 października pułk przeszedł do Rakowa, a stad do Iwieńca, wy znaczonego pułkowi jako postój tymczasowy. W Wołmie dołączył do pułku 3-i szwadron, który, odchodząc ze składu XXX brygady, otrzymał w dowód dobrego spełniania swych żołnierskich obowiązków od dowódcy tej brygady piękny rozkaz pochwalny, następującej treści:

Dnia 9.X.1920 roku. rozkazem dywizji Nr. 142, został przydzielony do mej grupy III szwadron 215-go pułku ułanów, pod dowództwem rotmistrza Długaszewskiego.

Przez cały czas wspólnej pracy III-go szwadronu, nie szczędząc swej pracy doskonale wspomagał akcję piechoty, czy to posuwając się na skrzydle grupy- osłaniając ją czy to prowadząc intensywne wywiady na przedzie, których umiejętność prowadzenia zawsze w kawalerji ceniona była i czego nam przedtem stałe brakowało.

Rozkaz, odbierający mi z grupy III-i szwadron, prawdziwą mi zrobił przykrość. W imieniu służby całej brygady i swojem, wyrażam III-mu szwadronowi, p. oficerom i żołnierzom cześć i uznanie za dzielną postawę i pracę ciężka. A przedewszystkiem dziękuję w imieniu służby rotmistrzowi Długaszewskiemu za dzielne i umiejętne kierowanie szwadronu, za wielką i niezastąpioną pracę okazaną piechocie.

   Rozstaję, się i z panem i jego szwadronem, życzę Wani szczęścia i powodzenia w służbie „Ku Chwale Ojczyzny".

(—) Gałęcki, Pułkownik i d-ca 30-ej Brygady.

Tegoż dnia pułk wyszedł ze składu grupy pułkownika Wrzalińskiego i otrzymał od dowódcy grupy następujące podziękowanie:

Z dniem dzisiejszym wyszedł ze składu podległej mi grupy 2l5-y pułk ułanów (1 pułk ochotniczy jazdy Wielkopolskiej). W czasie swej obecności na froncie, pułk pod wypróbowanem i umiejętnem dowództwem podpułkownika Mielżyńskiego, przyczynił się w znacznej mierze do osiągniętych sukcesów. Zdobycie okopów pod Cyrynem bez artylerji i marsz na Mir, chlubne karty stanowić będzie w dziejach pułkowych. Prócz okazanej dzielności, i sprawności pułku w walce, podkreślić muszę także zrozumienie wszelkich otrzymanych żądań i ścisłe ich wykonywanie. Ułani 215-go pułku okazali ponadto jako łącznicy i jeźdźcy meldunków i dokładność i punktualność, godną naśladowania, w tej służbie, przywożąc meldunki do oddziałów na czas, i orjentując się doskonale w terenie.

Z żalem żegnam odchodzących, lecz zapewniam, że współpraca ich z podległą mi piechotą pozostanie w naszej pamięci.

Na tem miejscu składam w imieniu służby dowódcy pułku, oficerom, i szeregowym me podziękowanie i uznanie za ich wydatną działalność."

(—) Wrzalińki, Pułkownik i dowódca brygady.

W okolicy Iwieńca pułk pozostał do 19 listopada 1920 roku. kwaterujac w pobliskich wsiach. Świerzb wśród koni i tyfus wśród ludzi szerzyły się bardzo i tępienie tej zarazy wymagało ofiarnej pracy ze strony przedewszystkiem oficerów i podoficerów. Odchodząc 20 listopada ze składu 15-ej dywizji piechoty do służby kordonowej na linję demarkacyjną, pułk otrzymał od dowódcy dywizji następujący rozkaz pochwalny (Nr. 3330/adj), który wymownie świadczy o zasługach bojowych pułku :

,,Z wyższego rozkazu odchodzi 215-y pułk ułanów ze składu 15 D. P. Wlkp. Pułk ten przybył w chwili, gdy z rozkazu Naczelnego Wodza zadaniem naszem było, przez forsowny bez chwili wytchnienia prowadzony pościg, zmusić nieprzyjaciela do podpisania jaknajszybszego pokoju i w związku z tem, wykreślenia korzystnych dla naszej Ojczyzny granic.

215-y pułk ułanów, choć złożony przeważnie z młodego ochotnika może jednak z dumą sobie powiedzieć, że wszystkie z tym głównym celem związane zadania, mimo trudnych przeszkód z niezwykłem poświęceniem, wypełniał.

W czasie akcji na Mir skutecznie osłaniał ruchy piechoty, prowadząc w ciągłych potyczkach forsowny pościg za nieprzyjacielem, biorąc przytem wielu jeńców i znaczną zdobycz.

Przez ofiarne ataki, prowadzone osobiście przez dowódcę pułku na stare okopy rosyjskie (obsadzone silnie przez piechotę i artylerię nieprzyjacielską) pod Ostaszynem i Cyryniem, zmylił nieprzyjaciela co do ilości wojsk przed nim stojących i ułatwił przez to piechocie sforsowanie okopów pod Skorobowo.

W dalszym pościgu (w ciągłych potyczkach) na piętach nieprzyjaciela, zajął 215-y pułk ułanów Mir, wkroczywszy tam, jako pierwsza formacja 15 D. P. Wlkp.

Przechodząc następnie przez spalone mosty oraz popsute drogi puszczy Nalibockiej, osiągnął w jednym dniu 100 kilometrów marszu w ciągłych walkach, ze stawiającym zacięty opór nieprzyjacielem. W akcji na Mińsk popierał 215-y pułk ułanów niezwykle skutecznie atak 59 pp.Wlkp., posuwając się na jego skrzydle, docierając nawet jednym plutonem dnia 16.X do Mińska, zajmując go o godzinie 7 przed wkroczeniem tamże 14 d. p.

Że 215-y pułk ułanów pochlubić się może w swej młodej dotychczasowej historji takiemi czynami, zasługa w tem jest nietylko zapału i porywu jego ochotników, ale także i przykładu, jaki im dawał energiczny, odważny, doświadczony i ukochany przez swych ułanów dowódca pułku, podpułkownik Mielżyński i jego dzielni doświadczeni oficerowie i podoficerowie, zawsze będący na czele swych oddziałów.

Żegnając się z żalem z 215-ym pułkiem ułanów, dziękuję dowódcy, pułkownikowi Mielżyńskiemu. wszystkim oficerom, podoficerom i ułanom w imieniu służby za ich trudy i życzę im żołnierskiego powodzenia w oczekującem ich szczytnem zadaniu osłony rubieży Rzeczypospolitej i rychłego powrotu do ukochanej Wielkopolski".

Z obszaru Iwieńca pułk przeszedł na linję demarkacyjną objął odcinek Raków-Sieniawka, szerokości około 120 kilometrów, tworząc punkty kontrolne w Rakowie, Stołpcach, Nieświeżu i Sieniawce.

W drugiej połowie stycznia ściągnięto pułk do obszaru Żuchowicz celem odtransportowania go do Wielkopolski.

W tym czasie pułk spotkał niemały zaszczyt. W uznaniu dokonanych czynów bojowych i żołnierskiej postawy został przemianowany na rozkaz Naczelnego Wodza z pułku ochotniczego na „26-y pułk ułanów Wielkopolskich". Świadomość, że wysiłek ich nie poszedł na marne, niech będzie nagrodą dla tych wszystkich ochotników, którzy w pamiętnych dniach lipca i sierpnia 1920 roku tworzyli podwaliny pułku ochotniczego.

Twórca zaś i dowódca pułku, major Mielżynski, odchodząc do rezerwy po powrocie pułku do garnizonu, otrzymał od dowódcy Okręgu Korpusu Poznań podziękowanie w rozkazie Nr. 62/2l następującej treści:

Major Mielżyński Ignacy stworzył podczas inwazji bolszewickiej w krótkim czasie pułk ten z ochotników wielkopolskich. Jego sprężystemu kierownictwu i wielkiej pracy zawdzięczać należy, że 26-y pułk ułanów w czasie najkrytyczniejszym mógł chlubnie się przyczynić do odparcia nieprzyjaciela i do jego ostatecznego rozgromienia.

Jego rycerskość, wielka odwaga osobista, wysokie poczucie obowiązku żołnierskiego i wpływ, który major Mielżyński wywierał na każdego ze swoich podwładnych, pozostawi niezatarte wspomnienia w tradycji pułku.

Majorowi Mielżyńskiemu Ignacemu wyrażam za jego wielkie zasługi, położone w obronie Ojczyzny w imię dobra służby moje podziękowanie.

(—) Dow. Okręgu Gen., Raszewski, gen.-por.

4 lutego 1921 roku pułk załadował się w Baranowiczach i odjechał do swego garnizonu pokojowego w Lesznie.

Tem samem pułk zakończył swoje działania wojenne, które doprowadziły ułanów pomorskich do najdalszych rubieży wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Powołany do życia w najcięższych chwilach, przeżywanych przez zagrożoną Ojczyznę, pułk spełnił swój obowiązek tak na Pomorzu, jak i na Białorusi, walcząc u boku starych pułków, jako „równy z równymi". Nazwa „Pułk Ochotniczy" uważana była zawsze jako zaszczyt, ale też ułani z pod tego znaku ujmy jej nie przynosili. Za przykładem swoich dzielnych oficerów nie szczędzili ofiar i trudów, by wywalczyć ukochanej Ojczyźnie zaszczytne zakończenie zmagań wojennych. Nazwiska 14 poległych, 16 odznaczonych orderem „virtuti militari" i 95 nadanych „krzyży walecznych" oraz liczne rozkazy pochwalne stwierdzają bohaterskie, czyny „ochotników wielkopolskich" i będą i nadal późniejszym pokoleniom pułku świeciły, jako przykład i podnieta w ich żmudnej pracy pokojowej na najdalszych krańcach Rzeczypospolitej. Ochotniczy pułk ułanów wielkopolskich na straży północno-wschodnich kresów, w Horodzieju i Baranowiczach, oto symbol odrodzonej i zjednoczonej Ojczyzny.

SZWADRON ZAPASOWY.

Po wy jeździe 215-go pułku ułanów na Białoruś, w Poznaniu pozostawał w koszarach 15-go pułku ułanów szwadron zapasowy pułku, który w październiku 1920 roku przydzielono do szwadronu zapasowego l6-go pułku ułanów w Bydgoszczy. Było to jednak tylko chwilowe, gdyż po dwóch tygodniach powrócił do Poznania. Dnia 3 listopada 1920 roku dowództwo szwadronu zapasowego objął rotmistrz Janusz Bokszczanin z 16-go pułku ułanów. Jego to wysiłkom zawdzięczać należy, że szwadron zapasowy podołał późniejszym zadaniom przy demobilizacji pułku. Z powodu powrotu 15-go pułku ułanów z frontu szwadron zapasowy 215-go pułku ułanów przeniesiony został do wsi Wiry, koło stacji kolejowej Puszczykowo. Stamtąd szwadron odszedł do pułku dnia 1 stycznia 1921 roku w sile 100 ludzi, pod dowództwem chorążego Piątka. Z końcem lutego 1921 roku szwadron zapasowy odjechał transportem kolejowym do Leszna i tam się połączył z pułkiem.

ŚWIĘTO PUŁKOWE.

Święto pułkowe obchodzi pułk dnia 18 sierpnia, w rocznicę swego pierwszego boju pod Brodnicą. Dzień ten rok rocznie odnawia serdeczne uczucia i stosunki, łączące obecny pułk z jego twórcami-ochotnikami. Mimo olbrzymiej przestrzeni, dzielącej dzisiejszy garnizon od kolebki pułku- Wielkopolski, przybywają, oni licznie, by przywieść swym młodszym kolegom pozdrowienia „starej wiary". Dzięki staraniom byłego dowódcy pułku, podpułkownika rezerwy Ignacego Mielżyńskiego i ochotników pułku, z podchorążymi Amrogowiczem i Gustawem Brezą na czele, pułk otrzymał od swych twórców, nowy, przepisowy sztandar, pięknie wykonany, w którego rogach widnieją herb Poznania i orzeł zygmuntowski, jako symbol pochodzenia pułku, oraz herb miasta Brodnicy, pod którą pułk otrzymał swój chrzest bojowy. Sztandar ten wręczył dowódcy pułku podczas święta pułkowego 18 sierpnia 1925 roku w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej dowódca okręgu korpusu IX, generał Józef Rybak.

LISTA POLEGŁYCH I ZMARŁYCH Z RAN.

Oficerowie:

 1. ppor. Rembowski Stanisław.

Szeregowi:

1.uł. Cichowlas Szczepan

2.uł. Ciszewski Henryk

3.uł. Frąckowiak Stanisław

4.uł. Karasiewicz Stefan

5.uł. Kowalski Bronisław

6.uł. Kubiaczyk Jan

7.uł. Piotrowski Stanisław

8.uł. Pracki Wacław

9.uł. Selerzyński Wincenty

10.uł. Stachowiak Wacław

11.uł. Stefański Leon

12.uł. Szlagowski Zbigniew

13.uł. Tutlewski Wawrzvn.

 

LISTA ODZNACZONYCH SREBRNYM KRZYŻEM ORDERU WOJENNEGO

„VIRTUTI MILITARI" V KLASY.

1.rtm. Bokszczanin Janusz

2.por. Ciążyński Kazimierz

3.podch. Czarnecki Marceli

4.rtm. Długaszewski Stanisław

5.podch. Donner Marjan

6.wachm. Falkowski Teodor

7.chor. George Michał

8.wachm. Klimacki Józef

9. plut. Konieczka Kazimierz

10.st. uł. Konwiński Józef

11.por. Marszewski Zygmunt

12.ppłk. Mielżyński Ignacy

13.ś. p. ppor. Rembowski Stanisław

14.ś. p. uł. Szlagowski Zbigniew

15.wachm. szt.. Wieczorek Stanisław

16.ppor. Wichliński Józef

Krzyżem walecznych odznaczony cli zostało 21 oficerów i 74 szeregowych.

ZDOBYCZ WOJENNA PUŁKU.

W czasie 6-tygodniowego pobytu na froncie pułk zdobył około 450 jeńców, 23 karabiny maszynowe, 3 sztandary, oraz wiele samochodów, kuchen, wozów i materjału wojennego.

[1]              W rzeczywistości działała tam cała 12-a dywizja piechoty sowieckiej, w składzie trzech brygad, wzmocniona 86-ym pułkiem kawalerji.

[2]              Z dnia 18 VIII 1920 r. I. dz. 802/pf. Szt.

[3]              Z dnia 30.IX.1920 roku, Nr. 3119/op.

[4]            Z dnia: 10.X.1920 roku, Nr. 3162/op.